Są szkoły, różne szkoły….
Są szkoły publiczne, niepubliczne i prywatne…
Są szkoły kung-fu, pływania, rysunku, muzyczne….
Są też najróżniejsze szkoły, podejścia do spraw rozwojowych…
Większość twierdzi, że jego podejście lepsze. Mniejszość, że każdy inny i każdemu coś innego potrzeba.
Rozmawiam czasem i dyskutuję w takim ciekawym temacie. Czy lepszą drogą duchową jest wychodzenie z uwikłania umysłowego poprzez pracę nad byciem tu i teraz, czy warto w przeszłość zagłębiać się uporczywie?
Ja zwolenniczką drugiego podejścia, z usunięciem słowa uporczywie. Czyli trzeba sięgnąć do przeszłości, uleczyć to co woła o uleczenie, a potem hulaj dusza w tu i teraz. Szczęściarze, którzy nie muszą wydostać się z otchłani przeszłości.
I tak, prowadząc te dyskusje, wielogodzinne nie raz i nie dwa, nie pięć, ani dziesięć nawet, jak tu tłumaczyć, że mając kulę u nogi uwiązaną w przeszłości, czasem po prostu za ciężko, wręcz niemożliwe jest bycie tak w pełni w tu i teraz, szczególnie w tych trudnych momentach. Że znam i takich co tu i teraz wyćwiczyli, a jak kryzys, to wszystko pada jak domek z kart i cała robota na nic. Że cienie z przeszłości napadają z cieniutkiej i ledwie zauważalnej, szarej i ciemnej uliczki, kiedy najmniej się spodziewamy.
I tak, kisząc się we własnym sosie, w argumentach jakiś powikłanych, krąg…..kobiety w kręgu zawsze wnoszą wielkie rzeczy.
Jedna piękna kobieta, mówiąc o swoim chaosie, który przecież znam tak dobrze, tak dobrze czuję, tyle doświadczałam i nie raz doświadczam…..
Pięknie ujęła….
A było to mniej więcej tak:
„Czuję jakby we mnie były w jednym czasie dwie warstwy emocji. Jedna taka aktualna, złożona z tego co teraz, może to być radość, zadowolenie. Druga jakby poniżej, warstwa chroniczna, która zawsze tam jest. I nawet jak czuję te aktualne emocje, to pod nimi te chroniczne, które w sprzeczności, w niezgodzie z tymi aktualnymi. Tworzy się chaos, sama już nie wiem co czuję.”
Słuchając uważnie, z zaciekawieniem, zachwytem wręcz, czułam, że o matko! Tak dokładnie, jak ja to czuję!
Że właśnie o to chodzi, tak to dokładnie jest!
Że tu i teraz niby radość, a na warstwie niżej smutek, lęk, depresja, złość i takie tam.
Że ta warstwa chroniczna jest właśnie o traumie, o zachowanych w ciele emocjach, które utknęły, w ciele, w układzie nerwowym. I niezależnie od tego co teraz naokoło, to jak się cieszyć z tego co tu i teraz, jak pod powierzchnią smutek?
Te chroniczne emocje to nasze traumy, fiksacje naszego układu nerwowego na danej reakcji, automat, który reaguje na zagrożenie, jakkolwiek byłoby ono w tu i teraz nierealne. To o układzie nerwowym, który nauczył się, że na potencjalne zagrożenie reaguje lękiem, smutkiem, złością, odcięciem. To o układzie nerwowym, który wpadł w pętlę nieadaptacyjnych reakcji. To o układzie nerwowym, który się boi. To o układzie nerwowym, który nie zauważył, że już nie ma niebezpieczeństwa i przez swoją nieuwagę pozostaje w ciągłej gotowości. Jakby ktoś miał ochotę posłuchać co też ten nasz układ nerwowy wyprawia jak zestresowany to zapraszam: https://www.youtube.com/channel/UCLr-LcicD7jcqk2Ph1RGt3g
Tu i teraz nieosiągalne.
Tu i teraz trudnoosiągalne.
Uwolnić chroniczne emocje, traumy…potem tu i teraz to raczej pestka ?
Zapraszam na sesje uzdrawiania traum: BBTRS, Somatic Experiencing.
Piękna myśl o emocjach chronicznych i aktualnych wyniesiona z kręgu za zgodą jej matki….oczywiście.
Dziękuję.
