Otwartość nie jest zawsze łatwa, z reguły jest fifty fifty. Łatwo być otwartym w przyjemności, radości, ekstazie, dobrym nastroju, poczuciu bezpieczeństwa. Wtedy otwartość otacza całych nas i ….tak i jakoś tak łatwo wtedy z ludźmi i nie ma tych ciężarów, przyjemnie i fajnie. Zielone światło.
Pewnie statystycznie drugie 50% tego co odczuwamy, to te trudne emocje, które zaciskają, lęki, które nas w pewnym sensie mają chronić. Zaciśnięcie. Tutaj czasem lepiej nie cierpieć.
Zapala się czerwona lampka, ból cierpienie, odcięcie. Wtedy z automatu cut off. I już nie czuję, że boli, że cierpienie. Mamy w sobie taki mechanizm, który jak morfina od bólu fizycznego, odcina nas od bólu emocjonalnego. A tak na marginesie, to ja jakoś zawsze dziwnie reagowałam na różne substancje i w sumie nie wiem, czemu tu o morfinie, bo na mnie lepiej paracetamol przeciwbólowo działa niż morfina, ale jak tu w poważnym wpisie pisać o paracetamolu? Morfina brzmi dostojniej….
Włącza się taki odcinacz, żeby nie cierpieć.
Pozostanie w otwartości kosztuje, jest bolesne. Trzeba się z tym bólem zmierzyć, skonfrontować, przeżyć i puścić w świat. Nie raz wyjście z niego okupione bliznami na sercu. Nagrodą…może i pokiereszowane, krwawiące i zabliźniałe, ale czujące serce.
Zapala się żółta lampka, podejrzenie cierpienia i bólu, lęk przed nimi, przed wstydem, odrzuceniem, porzuceniem i wszystkimi tymi, którymi przeciętne JA nie chce by się zbliżały.
Żółta lampka oznacza, podejrzewam, przewiduję, wymyślam scenariusze na podstawie przeszłych doświadczeń, a może nawet doświadczeń nieswoich. Przygotowujemy się do odwrotu, żeby nie zostać porzuconymi, odrzuconymi. Lepiej nie spróbować niż spalić swoje życie w ogniu prób, dania sobie prawa do sięgania po to co ważne, co chcemy, czego pragniemy. Żółta lampka jest o pragnieniu i lęku.
I choć sama często wycofywałam się i jeszcze nie raz wycofam zapewne, to przychodzi mi do głowy Jacek Walkiewicz ze swoim wystąpieniem na Tedx i jego marzenie o zakupie campera. Nie było go stać, aż kiedy już było, to zaczął się wahać, na co jego żona: „Jacek, jak sobie nie kupisz Campera to nie będziesz wiedział jak to jest mieć Campera” (albo jakoś w ten deseń, polecam obejrzeć: https://www.youtube.com/watch?v=ktjMz7c3ke4)
Jak się waham to czasem mówię, czasem krzyczę, a czasem bełkoczę pod nosem:
OK, Kasia boisz się odrzucenia, albo czegoś tam innego, ale jak nie zrobisz X to nie będziesz wiedziała jak to jest zrobić X.
Ile tracimy zamykając serce i nie pozwalając sobie na doświadczenie z lęku, że się nie uda, że zostaniemy odrzuceni, że skrytykowani, ośmieszeni, zawstydzeni.
No i tak, pewnie tak się stanie w wielu przypadkach.
Dobra, w najgorszym przypadku: odrzucenie, ośmieszenie, wyszydzenie, skrytykowanie to też doświadczenie. Prowadzi nas często do ran wyszarpanych w dzieciństwie, które tak długo będą się jadzić jak długo ich nie zauważymy i nie opatrzymy.
Czy chronienie się przed demonami z przeszłości jest tego warte?
Ile moglibyśmy przeżyć, doświadczyć? Ile już straciliśmy życia i doświadczeń z powodu lęku? 10%, 20% 30%, 50%, 80% naszego życia. To czego nie przeżyjemy…tego nie będzie. To tak jakbyśmy puzzle 1000 kawałków obcięli do 30? Co wtedy zostanie? Fragment życia, albo pofragmentowane życie.
