Psychociałologia
  • O mnie
  • Blog
    • Dziecko
    • Relacje intymne
    • Psychologia i somatyka
    • Seksualność
    • Trauma, lęk, kryzys i chroniczny stres
    • Inne
    • Wszystkie
  • Wydarzenia i takie tam
  • Sklep
  • Kontakt

Psychociałologia

  • O mnie
  • Blog
    • Dziecko
    • Relacje intymne
    • Psychologia i somatyka
    • Seksualność
    • Trauma, lęk, kryzys i chroniczny stres
    • Inne
    • Wszystkie
  • Wydarzenia i takie tam
  • Sklep
  • Kontakt
0
Wszystkie

BEZKOMPROMISOWO W ZGODZIE ZE SOBĄ

autor Katarzyna J Małysz 7 lipca 2022
written by Katarzyna J Małysz 7 lipca 2022

Będzie długo i osobiście…..

Mam taki czas, niełatwy. Naokoło jest niełatwy dla mnie czas, a może we mnie jest niełatwy. Zawsze na wszystko w życiu patrzę jak na doświadczenie.

Trudne doświadczenie możemy wykorzystać dwojako, albo w celu poznania siebie, rozwoju, zdobycia większej świadomości, albo w celu zamknięcia się jeszcze bardziej, obłożenia się cięższą zbroją, zamiast pozwolić się rozpłynąć w sobie.

Wybieram pierwszy sposób. Jest on możliwy jedynie kiedy pozostaniemy w pełnej otwartości na wszystko co przychodzi.

Jakiś czas temu przyszedł do mnie taki obraz: jestem małą dziewczynką…z kręconymi włosami, wiek ok 5 lat. Koło mnie siedzi postać. Sama nie wiem, czy kobieta, czy mężczyzna, szara masa, ale zależy mi, żeby tam była….ta szara masa. Jest ze mną. I nagle zjawia się inne dziecko, przychodzi zza jej/jego pleców. I wtedy ta postać odwraca się ode mnie, porzuca,  zostawia, wybiera to inne dziecko. Czuję złość, smutek, rozgoryczenie, oddalenie, odcięcie…przestaję czuć. Wtedy myślałam, że to o zazdrości, że znalazłam jej źródło…..

Trzęsienie ziemi…życie się trzęsie u posad.

Jeśli będę postępować w zgodzie ze sobą to zawsze będę w miejscu , w którym mam być. Zaufanie.

Jak tu postąpić? Bo empatia, bo współczucie, bo komuś przykro, bo boli….

A w moim wnętrzu coś zupełnie innego…

Jak postąpić?

I przyszło: jak będę postępowała w zgodzie ze sobą, podążała za tym co czuje moje serce, nie kogoś innego, moje własne, to jedyna stabilna, droga….

Poczułam bardzo mocno…., że z zewnątrz zawieruchy, że zewnętrze zawieje raz w jedną, raz w drugą stronę, a to co moje jest moje….takie jakie jest.

Poczułam tak mocne zakotwiczenie, poczułam się jak wielowiekowa skała, która niezależnie od wiatrów, tornada, ulewy, trzęsienia ziemi…stoi niewzruszona. Ona wie, ona ma zakorzenienie.

Tylko środek jest stabilny (a nawet jeśli nie jest, to i tak jest bardziej niż to co na zewnątrz ?).

Przyszła mi na myśl pewna medytacja Osho, w której, w jednej fazie dajemy dłoń na wysokości oczu, trochę powyżej i kręcimy się w kółko. Mając ten stały punkt i będąc na nim zawieszonym…doświadczenie. Spoglądnięcie wokoło…no chyba nie muszę opisywać czym może się zakończyć?  Patrząc na ten nieruchomy punkt…dłoń, świat może wirować, a my wewnątrz…stabilni.

To tak jak być miotanym przez fale na środku morza, raz z w jedną, innym razem w drugą stronę.  Raz pochłonie, innym razem wyrzuci na jedną, kolejnym razem na następną wyspę, poharata o rafę, potarmosi, porzuci. Wszystko to doświadczenie, ale poczucie, że to doświadczenie miota mną. Zakotwiczenie sprawia, że czuję się bezpiecznie będąc miotana falami, rzucana otchłanią, popychana wiatrem. Jestem, trwał i doświadczam. Dalej w jednym miejscu.

Zakotwiczenie. Pozwala doświadczać prawdziwie, a nie być miotanym przez doświadczenie.

Ja. Bezkompromisowo w zgodzie ze sobą.

I potem, leżąc sobie wśród wielkiego trzęsienia ziemi. Z naciskami z zewnątrz, żebym zrobiła, czuła coś czego nie czuję, obiecała coś co nie moje…. Zostałam przy sobie. Trwałam. Wielka i trudna sztuka. Nawałnica z lęku, poczucia odpowiedzialności, empatii, współczucia….. Trwam w zgodzie ze sobą. Nie poddaję się naporowi. Trwam.

I nagle jak grom z jasnego nieba wrócił do mnie obraz tej dziewczynki z postacią, która się odwraca i uderzyło mnie, że przecież, no tak, ta postać to ja. Ja która od siebie się odwracam, odwracam się nieustannie….bo lęk, bo poczucie odpowiedzialności, bo empatia, bo współczucie….

I głos tego dziecka, apatycznego już, zrezygnowanego, odciętego….”I tak nie wybierzesz mnie”.

Ból mój i zrozumiałam. Tak, no przecież. Kurwa.

Ciągle odwracam się od siebie, z lęku, z empatii do innych, bo ktoś, bo coś, żeby nie zranić, żeby się dostosować.

Nieustannie. Nadal, a już myślałam, że tak daleko doszłam. Początek drogi.

I poczułam to, co wiedziałam od lat, że nie da się dać innym tego czego sama nie mam. Miłość do siebie, to najpierwsze z pierwszych.  Patrzyłam na tą dziewczynkę, od której się odwracałam…bardzo często.

Obiecując komuś coś,  zamykałam się w klatkę i musiałam się wyrzekać siebie. Wybierałam obietnicę na zewnątrz, zamiast pozostania przy sobie.

I pierwszy raz w życiu poczułam, tak prawdziwie, tak głęboko, że jestem dla siebie w swoim życiu najważniejsza. Że jeśli nie, to wszystko co daję innym to iluzja, próba zasłużenia na miłość, leczenie wyrzutów sumienia, poczucia winy, dostosowania się.

Jeśli daję coś komuś z empatii, to nie daję tej osobie prawdziwej mnie. Daję ciało, nie daję siebie. Próbuję dać komuś coś, czego sama pragnęłam, a nie dostałam.

Jeśli zostaję z kimś z lęku, to nie daję tej osobie prawdziwej mnie. Daję zatrwożone ciało, nie daję siebie.

Jeśli obiecuję komuś coś, to daję mu złudne poczucie bezpieczeństwa, bo daję słowa jedynie, a prawda wewnątrz może być zupełnie inna. Daję iluzję bezpieczeństwa.  Chronię tą osobę przed doświadczeniem lęku, który i tak pulsuje pod powierzchnią skóry.

Nie można komuś innemu nic na 100% obiecać jednocześnie żyjąc życiem, w którym chcę być całkiem w zgodzie ze sobą. Bo co jak przyjdzie do wyboru?

Ja….

Obiecuję sobie, że się nie opuszczę. Obiecuję sobie, że będę stać po swojej stronie i działać w zgodzie ze sobą.

I jeśli obiecam Ci coś kiedyś jeszcze to wiedz, że szybciej nie dotrzymam obietnicy złożonej Tobie niż sobie.

Jeśli będę miała wybrać to wybiorę to, co obiecuję sobie.

Już nigdy nikomu nie dam żadnej gwarancji, która by mnie mogła zamknąć w złotą, miedzianą, czy drewnianą klatkę.

Już nigdy nikomu nie uśmierzę lęku, wyrzekając się siebie.

Nie jestem tu po to, żeby być lojalną w stosunku do innych. Jestem tu po to, żeby być lojalną w stosunku do siebie.

Autentyczność.

Nie odwracać się od siebie z lęku.

Nie odwracać się od siebie z empatii do drugiego człowieka.

Nie odwracać się od siebie…

Postanowienie:

Być przy tej małej dziewczynce, nieustannie i traktować ją jak traktuję moje dzieci.

Kiedy będzie się złościć, być przy niej i pozwolić jej na złość.

Kiedy będzie smutna, być przy niej i otulić ją i jej smutek.

Kiedy będzie zawstydzona, upokorzona, być przy niej i patrzyć bez osądów, z miłością.

Kiedy będzie rwała się do życia, być przy niej i: Go girl! Go girl!

Kiedy będzie chciała się rwać, ale coś ją powstrzyma, być przy niej i pozwolić jej dojrzeć, nie popychać, zachęcać, pozwolić dojrzeć, albo być przy niej jak zrezygnuje.

Kiedy w odrętwieniu będzie siedziała i odcięciu, jakby już jej w ogóle nie było, zauważyć, że zrobiłam coś co było wybraniem czegoś lub kogoś innego lub że boi się, że tak może się zdarzyć. Wrócić do niej, być przy niej, tak długo jak serce z lodu się roztopi i wróci znowu do mnie.

To jest miłość do samej siebie. Bezkompromisowo w zgodzie ze sobą.

Stabilność, zakotwiczenie, uziemienie, poczucie bezpieczeństwa.

Potem nie ma znaczenia co dzieje się na zewnątrz. Miłość i poczucie bezpieczeństwa idące z wewnątrz. Potem na zewnątrz trzęsienie ziemi, tornado…..to doświadczenia życia.

Póki jestem zakotwiczona mogę doświadczać, a nie być miotana doświadczeniami.

Bez lęku.

Amen!

autentycznośćcoachingjaterapia traumywarsztatywolność
0 komentarz
0
Email
Katarzyna J Małysz

poprzedni post
Złota Klatka
następny post
BEZCZUCIE

You may also like

OCZY, PATRZENIE, WZROK….

30 marca 2026

Od ciała w stresie do „MY”

27 stycznia 2026

Za dużo słów, zderzające się słowa. Za dużo...

13 grudnia 2025

Mikronapięcia, których nawet nie zauważasz

10 grudnia 2025

Nerw błędny – wbudowany mechanizm powrotu do spokoju...

25 listopada 2025

Nerw błędny-wbudowany mechanizm powrotu do spokoju

18 listopada 2025

Małe ja, DUŻE JA czyli Kim jak właściwie...

12 listopada 2025

Ta chwila jest jedynym czasem, jaki jest

6 listopada 2025

Wybaczanie a ciało

4 listopada 2025

Wybaczenie to nie zapomnienie, lecz uwolnienie siebie i...

4 listopada 2025

Leave a Comment Cancel Reply

Save my name, email, and website in this browser for the next time I comment.

O mnie

O mnie

Nazywam się Katarzyna Małysz. Pracuję jako psycholożka, psychoseksuolożka i terapeutka Somatic Experiencing. Jeśli mnie potrzebujesz.....jestem.

Ostatnie wpisy

  • OCZY, PATRZENIE, WZROK….
  • SAMOTNOŚĆ. Perspektywa somatyczna cz.2
  • SAMOTNOŚĆ. Perspektywa somatyczna cz.1
  • Od ciała w stresie do „MY”
  • Za dużo słów, zderzające się słowa. Za dużo myśli, zderzające się myśli

    • Facebook
    • Linkedin
    • Youtube
    • Email

    @2017 - PenciDesign. All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


    Do góry