Kto jest najważniejszym człowiekiem dla Ciebie? Ten, na którego właśnie patrzysz…
Dziś chciałabym podzielić się pewną historią, która ostatnio mi się przydarzyła.
Ostatnio mam dużo pracy. A właściwie — bardzo dużo. Pracuję w gabinecie jako psycholog i terapeuta Somatic Experiencing, pracuję również jako psycholog szkolny, a dodatkowo współpracuję z różnymi firmami, prowadząc webinary i konsultacje psychologiczne.
Zrobiło się tego dużo. Nawet bardzo dużo. Czasami zastanawiam się, co z tym wszystkim zrobić. Coś pewnie trzeba będzie odpuścić, z czymś się pożegnać. Jestem obecnie w takim procesie podejmowania decyzji.
I właśnie z tym wiąże się ta historia.
Prowadzę konsultacje dla jednej z firm. Zwykle są to dwugodzinne bloki konsultacyjne, po pół godziny dla jednej osoby, najczęściej wokół tematów rodzicielskich — i są to jedne z moich ulubionych konsultacji. Bardzo je lubię.
Zazwyczaj mam tam komplet zapisanych osób. Bywa nawet, że uczestnicy pytają z wyprzedzeniem, kiedy pojawią się kolejne terminy, żeby zdążyć „złapać miejsce”.
I tym razem wydarzyło się coś, co właściwie prawie nigdy mi się nie zdarza.
Zapomniałam zapisać termin konsultacji.
W tym samym czasie umówiłam pacjentów w gabinecie. To była terapia par.
Miałam wcześniej jeszcze inną sesję i kiedy kończyłam, zobaczyłam nagle powiadomienie na telefonie:
„Za chwilę rozpoczynają się konsultacje.”
Poczułam lekką panikę.
Do gabinetu właśnie wchodzili moi klienci, a ja nagle zorientowałam się, że ktoś prawdopodobnie czeka na mnie online.
Zaczęłam szybko szukać kontaktu do osoby koordynującej konsultacje. Szukałam na WhatsAppie, Messengerze. Nie mogłam znaleźć. Zmieniało się tam wiele osób, nie pamiętałam nazwisk.
I wtedy usiadłam.
Usiadłam na sesji.
I nagle przyszło do mnie zdanie, które kiedyś powiedział mi mój mąż. Usłyszał je podobno od jakiegoś mądrego człowieka, musiał być mądry skoro to powiedział:
„Kto jest najważniejszym człowiekiem na świecie? Ten, na którego właśnie patrzysz. Najważniejsza rzecz, jaką robisz, to ta, którą robisz teraz.”
I to zdanie… bardzo mnie wyregulowało.
Poczułam ogromne odpuszczenie.
Bo pomyślałam:
No tak. Najważniejsi są teraz ci ludzie, którzy siedzą przede mną.
Jeszcze dwa czy trzy razy podczas sesji przyszła do mnie myśl:
„Ale przecież ktoś tam czeka…”
Bo przecież ktoś mógł siedzieć po drugiej stronie ekranu i zastanawiać się, co się dzieje.
Ale wracałam do tego zdania:
Najważniejszy człowiek jest właśnie przed Tobą.
I ono za każdym razem sprowadzało mnie z powrotem.
Do tu i teraz.
Do obecności.
Do kontaktu.
Sesja się skończyła.
Byłam przekonana, że czeka mnie oddzwanianie do wielu osób. Że będą telefony, wiadomości, pytania.
Spojrzałam w telefon.
Jeden telefon — od nowej pacjentki, która chciała umówić wizytę.
Dwa SMS-y — zupełnie niezwiązane z sytuacją.
Sprawdziłam listę zapisanych osób.
I wtedy okazało się coś bardzo zaskakującego:
Na ten dzień… nie zapisała się ani jedna osoba.
Ani jedna.
Przy pełnym grafiku, który zwykle mam.
I przyszła do mnie taka myśl:
Może naprawdę czasem wszystko dzieje się tak, jak ma się wydarzyć.
Może nie wszystko trzeba kontrolować.
Może czasem można po prostu wrócić do tego, co jest właśnie teraz.
Bo czasami całe nasze cierpienie polega na tym, że siedzimy ciałem w jednym miejscu, a umysłem próbujemy być wszędzie.
A życie nie dzieje się wszędzie.
Dzieje się tutaj.
Przed nami.
W tym jednym człowieku.
W tej jednej chwili.
💛
I może właśnie dlatego najważniejszy człowiek na świecie to ten, który właśnie siedzi naprzeciwko nas.
