Nie za często, czasami. Jak mi przyjdzie to podchodzę sobie do kart emocji, które sobie siedzą spokojnie i cierpliwie na półce z moimi ukochanymi książkami i czekają, na moment, żeby obdarzyć mnie swoją mądrością.
Mam takie karty.
Karty emocji, bo no cóż, jakoś mam słabość do emocji, może dlatego, że od dawna mam ich tyle, że nie chcą się pomieścić w ciele, wypływają ze mnie, wylewają się, czuję czasem jakbym nie mogła sama siebie pomieścić. Ale są też momenty, że emocji mało, jakieś odcięcie. Teraz wiem, że to momenty, kiedy emocje zmrożone chęcią ich wstrzymania chowają się po zakamarkach ciała, po tych wybranych, ulubionych. Tłoczą się tam, tworząc napięcia, bolesności, dyskomfort lub zupełny brak czucia. Albo stagnację, zastygnięcie, energia stoi, bez ruch. Swoją drogą to chyba najbardziej nie lubię stagnacji. Wtedy jest takie nic. Zero ruchu. Zero rozwoju. Nic.
Stagnacja różni się znacznie od spokoju. Różni się odcieniem, przepływem, żywotnością. Pozornie, z zewnątrz podobne. A wewnątrz na przeciwnych biegunach. Stagnacja jest ciemno-szara, spokój kryształowo-biały. Stagnacja jest zastygłym ruchem. Spokój jest delikatnym, ledwie odczuwalnym przyjemnym przemieszczaniem. Stagnacja jest o śmierci. Spokój jest ruchem w kierunku życia.
Poznaj Siebie Karty Emocji. Joanna Olekszy. Katarzyna Miller.
W takim jestem miejscu, że czasem nie wiem, często nie wiem. I jak już za długo nie wiem to czuję, że coś bym chciała jednak wiedzieć, coś w przód, może bok, może do tyłu. Gdziekolwiek, ale ruch.
I tak podeszłam dziś do tych kart z intencją, co rzadko mi się zdarza, z zapytaniem, jaki to ma cel? czemu ma służyć?
Nie dostałam odpowiedzi.
W zamian dostałam strzał w policzek: Rezygnacja.
I mogłabym niby olać, w sumie jakaś dziwna karta, gdyby nie fakt, że od razu jak ją zobaczyłam to coś mega we mnie się ruszyło. Jak to się ładnie mówi, zarezonowała ze mną, z zaskoczenia mnie wzięła, ale zarezonowała. Poczułam, że tak i no właśnie…..
Karta ta uświadomiła mi, że otwartość, w której jestem doprowadziła mnie do rezygnacji. Ciekawe. Nie do zamknięcia drzwi do czucia, a do rezygnacji. Ciekawa ścieżka. Chyba ją rozpoznaję.
„Rezygnacja, czyli innymi słowy smutna akceptacja stanu rzeczy, który nam się nie podoba. Jesteśmy zrezygnowani , kiedy godzimy się z jakimiś ograniczeniami czy decyzjami, bo uznajemy za bezcelowe walkę z nimi lub sprzeciw, ale wcale nas to nie cieszy, ani nie uspokaja. Rezygnacja jest silnie związana z poczuciem straty, nieuchronności , ale też przemijalności. Nic dziwnego, że towarzyszy jej zwykle przygnębienie, rozczarowanie, zniechęcenie czy wstyd”
I co tu teraz zrobić ? Akceptacja rezygnacji, czy zabranie się z ognistą energią za ograniczenia, które może się okazać, że nimi w ogóle nie są. A może i są? Bezpieczna i stabilna rezygnacja, czy nieprzewidywalna wolność, w której mogą się ziścić marzenia lub wycieczka w ciemnogranatowe otchłanie oceanu?
Wybór to wolność.
Pozostawanie w otwartości to pozwolenie sobie na zobaczenie całego krajobrazu, z tym trudnym nawet, a może i szczególnie. Dopiero otwierając taką przestrzeń dajemy sobie prawo do wolności, do prawdziwych wyborów, między wszystkimi możliwościami, a nie ograniczamy ich jedynie do fragmentu układanki.
Pełnia życia.
