Kiedy myślimy o spokoju, często wyobrażamy sobie człowieka, którego niewiele wytrąca z równowagi. Nie złości się nadmiernie, nie przeżywa silnego lęku, nie rozpada się pod wpływem smutku, nie reaguje zbyt intensywnie. Jego ciało jest rozluźnione, oddech spokojny, a układ nerwowy pozostaje w stanie niemal idealnej harmonii.
Tyle że życie rzadko wygląda w ten sposób.
Będziemy doświadczać straty, konfliktów, niepewności, rozczarowania i lęku. Będziemy się złościć, tęsknić, kochać i bać. Czasami pojawi się napięcie, innym razem silne pobudzenie. Będą wydarzenia, które nami poruszą.
Być może więc zdrowie i regulacja nie polegają na tym, żeby nic nas nie poruszało.
Być może chodzi o coś zupełnie innego.
Być może chodzi o rozwijanie zdolności do pozostawania ze sobą również wtedy, kiedy jesteśmy poruszeni.
Spokój nie jest brakiem pobudzenia. Spokój jest pojemnością.
Czym jest pojemność
Pojemność możemy rozumieć jako zdolność do pozostawania w kontakcie z własnym doświadczeniem emocji, myśli, wspomnień i odczuć płynących z ciała bez konieczności natychmiastowej ucieczki od tego doświadczenia, ale również bez bycia przez nie całkowicie zalanym.
Wyobraźmy sobie, że pojawia się trudna myśl:
„Zostanę sama”.
„Nie poradzę sobie”.
„Coś złego się wydarzy”.
„Nie jestem wystarczająco dobry”.
Wraz z myślą pojawia się reakcja ciała. Ścisk w klatce piersiowej. Napięcie w brzuchu. Przyspieszony oddech . Niepokój.
Możemy próbować jak najszybciej się tego pozbyć, odwrócić uwagę, zacząć analizować, poszukać rozwiązania, włączyć telefon , zająć się pracą, zjeść coś, porozmawiać z kimś. Zrobić cokolwiek, żeby tylko przestać czuć.
Możemy również zrobić coś odwrotnego: wejść w trudne doświadczenie tak głęboko, że zacznie nas ono zalewać ’ . Jedna myśl uruchamia kolejną. Lęk narasta. Ciało staje się coraz bardziej pobudzone. Stopniowo tracimy zdolność obserwowania tego, co się z nami dzieje. Nie czujemy już lęku. Stajemy się lękiem.
Pomiędzy unikaniem a zalaniem istnieje jednak jeszcze trzecia możliwość.
Możemy stopniowo rozwijać zdolność do pozostawania w kontakcie z tym, czego doświadczamy, bez utraty kontaktu ze sobą. I właśnie tutaj pojawia się kontenerowanie .
W kontenerowaniu nie chodzi o to, żeby wytrzymać więcej. Słowo „kontenerowanie” może kojarzyć się z zamykaniem czegoś w środku, kontrolowaniem emocji albo zaciskaniem zębów i znoszeniem coraz większego napięcia. Nie o to chodzi.
Kontenerowanie jest rozwijaniem zdolności do pomieszczania doświadczenia. Mogę czuć lęk i jednocześnie wiedzieć, że jestem tutaj bezpieczna/bezpieczny. Mogę doświadczać złości i nadal mieć możliwość wyboru, co z nią zrobię. Mogę odczuwać smutek i nie muszę natychmiast od niego uciekać. Mogę być w kontakcie z trudnym wspomnieniem i jednocześnie czuć stopy oparte o podłogę, plecy podparte przez fotel, słyszeć głos drugiego człowieka i wiedzieć, że to, co wydarzyło się kiedyś, nie dzieje się teraz.
Nie chodzi więc o zwiększanie zdolności do cierpienia. Chodzi o zwiększanie przestrzeni, w której możemy doświadczać różnych stanów, nie tracąc kontaktu ze sobą, teraźniejszością i możliwością wyboru.
Dlaczego nie wystarczy „zmierzyć się z problemem”
Można pomyśleć, że skoro trudne doświadczenie wywołuje lęk, najlepszym rozwiązaniem jest skonfrontowanie się z nim. Wejście w nie. Przeżycie go do końca. Tyle że układ nerwowy nie zawsze uczy się w ten sposób. Jeżeli intensywność doświadczenia przekracza naszą aktualną zdolność do jego pomieszczenia, może dojść do zalania. Pojawia się ogromne pobudzenie, panika, bezradność, odcięcie albo dysocjacja.
Zamiast nowego doświadczenia pojawia się powtórzenie starego:
„To jest za dużo”.
„Nie mam wpływu”.
„Nie mogę się stąd wydostać”.
Dlatego jednym z ważnych elementów pracy somatycznej jest miareczkowanie.
Miareczkowanie: mniej może znaczyć więcej.
Miareczkowanie oznacza kontakt z trudnym doświadczeniem w niewielkich, możliwych do pomieszczenia porcjach. Nie musimy od razu opowiadać całej historii . Nie musimy wchodzić w najbardziej bolesne wspomnienie. Nie musimy pozostawać przy trudnej emocji tak długo, aż przestaniemy ją wytrzymywać. Możemy zapytać:
Ile tego doświadczenia mogę teraz dotknąć, pozostając jednocześnie w kontakcie ze sobą?
Czasami będzie to jedno zdanie.
Fragment wspomnienia.
Kilka sekund kontaktu z odczuciem w ciele.
Niewielkie zwiększenie pobudzenia.
I to może wystarczyć.
Układ nerwowy otrzymuje wtedy nowe doświadczenie:
„Mogę zbliżyć się do czegoś trudnego i nie zostać przez to pochłoniętą/ym”.
Pendulacja: mogę zbliżyć się i mogę wrócić
Kolejnym ważnym procesem jest pendulacja. Pendulacja to ruch pomiędzy różnymi stanami pobudzenia. Pomiędzy kontaktem z trudnością a kontaktem z czymś, co daje więcej stabilności, bezpieczeństwa, neutralności lub przyjemności.
Wyobraźmy sobie osobę, u której pojawia się myśl:
„Zostanę sama”.
Wraz z nią pojawia się ścisk w klatce piersiowej.
Przez chwilę kierujemy uwagę właśnie tam. Pozostajemy w kontakcie z doświadczeniem tak długo, jak długo możliwe jest zachowanie kontaktu ze sobą.
Następnie uwaga może przenieść się gdzie indziej.
Do stóp opartych o podłogę.
Do pleców podpartych przez fotel.
Do miejsca w ciele, które jest spokojniejsze.
Do kontaktu z drugim człowiekiem.
Do czegoś w otoczeniu, co daje poczucie stabilności.
Po pewnym czasie możemy ponownie delikatnie zbliżyć się do trudnego doświadczenia.
I znowu wrócić.
Trudność i zasób.
Większe pobudzenie i mniejsze pobudzenie.
Zbliżenie i oddalenie.
Ruch.
Układ nerwowy zaczyna doświadczać czegoś niezwykle ważnego:
„Mogę tam pójść i mogę stamtąd wrócić”.
Nie jestem uwięziona/y.
Nie muszę uciekać.
Mam możliwość ruchu.
Mam wpływ.
Dlaczego właśnie ten ruch zwiększa pojemność
Pojemność nie zwiększa się dlatego, że coraz dłużej wytrzymujemy coś trudnego. Ona zwiększa się wtedy, kiedy nasz układ nerwowy doświadcza coraz większego zakresu pobudzenia bez utraty elastyczności.
Mogę się poruszyć.
Mogę się zbliżyć.
Mogę się oddalić.
Mogę zauważyć napięcie i zauważyć ulgę.
Mogę poczuć lęk i nadal widzieć świat wokół siebie.
Mogę doświadczać intensywnej emocji i jednocześnie pozostawać w relacji z drugim człowiekiem.
Z czasem to, co wcześniej natychmiast prowadziło do zalania albo odcięcia, staje się możliwe do przeżycia.
Nie dlatego, że przestało być ważne.
Nie dlatego, że nic już nie czujemy.
Ale dlatego, że mamy więcej przestrzeni, by to pomieścić.
Większa pojemność oznacza większą zdolność do życiaTo chyba najważniejszy aspekt kontenerowania.
Większa pojemność nie służy wyłącznie temu, żeby lepiej radzić sobie z trudnymi wspomnieniami czy stresem. Zmienia sposób, w jaki możemy uczestniczyć w życiu.
Mogę czuć złość i nie muszę natychmiast atakować ani jej tłumić.
Mogę przeżywać konflikt i nie muszę zrywać relacji albo całkowicie się podporządkowywać.
Mogę usłyszeć krytykę i nadal zachować kontakt z własną wartością.
Mogę doświadczać niepewności i nie muszę natychmiast odzyskiwać kontroli.
Mogę kochać i tolerować ryzyko związane z bliskością.
Mogę czuć smutek bez konieczności natychmiastowego „naprawiania się”.
Ale jest jeszcze coś. Nasza pojemność dotyczy nie tylko doświadczeń, które uznajemy za trudne.
Możemy mieć niewielką tolerancję również na radość, przyjemność , bliskość, ekscytację, sukces, bycie zauważonym, otrzymywanie.
Dla układu nerwowego przyzwyczajonego do określonego zakresu pobudzenia także dobre doświadczenia mogą okazać się „zbyt duże”.
Dlatego zwiększanie pojemności nie oznacza jedynie większej zdolności do znoszenia cierpienia. Oznacza większą zdolność do życia.
Czy można rozwijać pojemność samodzielnie
W pewnym zakresie tak.
Możemy zacząć zauważać, kiedy kontakt z emocją, myślą czy wspomnieniem zaczyna być dla nas zbyt intensywny.
Możemy uczyć się zadawać sobie pytanie: „Ile tego jestem w stanie teraz pomieścić?”
Możemy zauważać, że nie musimy rozwiązać całego problemu podczas jednego wieczoru.
Możemy kierować uwagę pomiędzy miejscami większego napięcia a tym, co neutralne, stabilne lub przyjemne.
Możemy zauważać podparcie ciała, orientować się w otoczeniu, wracać do teraźniejszości i obserwować momenty, w których pobudzenie naturalnie się zmienia.
Ważne jednak, żeby nie zamienić kontenerowania w kolejne zadanie do wykonania.
„Muszę wytrzymać więcej”.
„Muszę być silniejsza”.
„Muszę nauczyć się radzić sobie ze wszystkim”.
To byłoby zaprzeczeniem całej idei.
Pojemność rozwija się stopniowo, w warunkach wystarczającego bezpieczeństwa i z poszanowaniem aktualnych możliwości układu nerwowego.
Czasami potrzebujemy do tego drugiego człowieka.
Bezpiecznej relacji.
Współregulacji.
Terapeuty, który pomaga zauważyć moment, w którym doświadczenie staje się zbyt intensywne, i wspiera w stopniowym rozszerzaniu możliwości pozostawania z tym, co się pojawia.
Przez długi czas spokój kojarzył mi się przede wszystkim z niewielkim pobudzeniem.
Dziś myślę o nim inaczej.
Życie będzie nas poruszać.
Jeśli kochamy, możemy stracić.
Jeśli wchodzimy w relacje, możemy zostać zranieni.
Jeśli próbujemy nowych rzeczy, możemy doświadczyć porażki.
Jeśli naprawdę uczestniczymy w życiu, będziemy czuć.
Celem nie jest więc stworzenie życia, które przestanie nas poruszać, ani układu nerwowego , który pozostanie spokojny niezależnie od tego, co się wydarza.
Chodzi o rozwijanie coraz większej zdolności do pozostawania ze sobą także wtedy, kiedy jesteśmy poruszeni.
Do przeżywania lęku, złości, smutku, bliskości, radości, przyjemności i niepewności bez konieczności uciekania od siebie.
Nie chodzi o to, żeby czuć mniej.
Chodzi o to, żeby móc pomieścić więcej.
Bo spokój nie jest brakiem pobudzenia.
Spokój jest pojemnością.
Pojemności, która pomieści wszystkie nasze uczucia wszystkim nam dziś życzę 💚
Katarzyna Małysz, SEP
