Psychociałologia
  • O mnie
  • Blog
    • Dziecko
    • Relacje intymne
    • Psychologia i somatyka
    • Seksualność
    • Trauma, lęk, kryzys i chroniczny stres
    • Inne
    • Wszystkie
  • Wydarzenia i takie tam
  • Sklep
  • Kontakt

Psychociałologia

  • O mnie
  • Blog
    • Dziecko
    • Relacje intymne
    • Psychologia i somatyka
    • Seksualność
    • Trauma, lęk, kryzys i chroniczny stres
    • Inne
    • Wszystkie
  • Wydarzenia i takie tam
  • Sklep
  • Kontakt
0
Wszystkie

BEZCZUCIE

autor Katarzyna J Małysz 9 lipca 2022
written by Katarzyna J Małysz 9 lipca 2022

Całe życie cierpię na nadmiar emocji. Jak nieujawnione na zewnątrz, to przeżywane w zaciszu wewnątrz, albo w wewnętrznej burzy z piorunami i błyskawicami. Są tacy co nazywali mnie wariatką, ze względu na nadmiar tego co na zewnątrz wylewa się jak lawa. Są tacy co uznali mnie za spokojną i opanowaną, to Ci przy których albo czułam się bardzo dobrze, albo Ci przy których schowałam emocje z najróżniejszych powodów, w najciemniejszy zakamarek mojego serca.

Lubię emocje. Emocje i życie idą dla mnie w parze. Emocje budzą ciało do życia. Wzbudzają energię i wprawiają ciało w drżenie, serce w kołatanie, oddech w spokojną i głęboką, albo w raptowną i chaotyczną wędrówkę. Nie do końca to do Ciebie przemawia? Zauważ…

Poczuj emocje i zwróć się do ciała. Co w nim wtedy czujesz? Coś tam będzie, musi być, bo poza takim gadaniem o energii, które jednego przekonuje, a drugiego nie (a powinno, bo życie to energia-fala, odsyłam do fizyki kwantowej), to emocje inicjują różne procesy hormonalne w naszym ciele, które to właśnie za swoją sprawą mobilizują nasze mięśnie i takie tam (A może to hormony powodują emocje? W sumie to nie do końca pewne, ale z całą pewnością związane ze sobą nierozerwalne). O tym innym razem, a na ten moment przyjmij, że w wyniku emocji dzieje się magia w Twoim ciele (CRH, ACTH, kortyzol, adrenalina, noradrenalina, serotonina, dopamina, oksytocyna, żeby wymienić tylko te najpowszechniej znane) , jeśli jeszcze tego nie miałaś/eś okazji zaobserwować. Uważna obserwacja pozwoli dostrzec.

Poza emocjami jest też bardzo przyjemny stan spokoju. Taki w którym błogo być, niby nie za dużo emocji, niby czasem w ogóle żadne, a jakoś błogo.

I jest jeszcze jeden stan….bezczucie.

To zupełnie na drugim biegunie od spokoju, mimo że, żeby przejść  z jednego do drugiego potrzebny malutki, malucieńki, malucienieczki kroczek.

Bezczucie, jest o braku czucia…oczywiście.

Spokój jest o połączeniu ze sobą. Bezczucie jest o oderwaniu od siebie.

Spokój jest o życiu. Bezczucie o śmierci.

Bezczucie występuje wtedy, kiedy nagminnie zdradzamy siebie, zwracamy się na zewnątrz, zadawalamy innych, lekceważąc siebie. Dobro innych stawiamy ponad swoje. Nieuchronnie zwracamy się wtedy przeciwko sobie, ignorując i olewając swoje potrzeby, swoje pragnienia. Serce się zamyka, odcina.

Bezczucie jest wtedy kiedy idę przez życie i w sumie nic mnie nie cieszy. Bezczucie jest wtedy kiedy mam już dość, ale takie ciche dość, wleczące za sobą rezygnację…..z siebie.

Bezczucie jest wtedy kiedy nasza siła życiowa skulona leży w kącie, usycha, bo całą energię, którą mamy sprzedajemy na zewnątrz za akceptację, złudne poczucie bezpieczeństwa, plastikową miłość, przyklejoną klejem w tubce sympatię….

Bezczucie jest wtedy kiedy mimo wewnętrznego sprzeciwu dostosowujemy się, wiadomo…….,żeby być kochanym, z zewnątrz. Rezygnujemy wtedy z kochania samych siebie. Ufając, że to zewnętrzne da nam ją najpewniej. Iluzja.

Bezczucie to obrażona, zniechęcona, zrezygnowana, zepchnięta na tylne siedzenie ja. Bezczucie to obrażona, zniechęcona, zrezygnowana, zepchnięta na tylne siedzenie Ty. Bezczucie to obrażony, zniechęcony, zrezygnowany, zepchnięty na tylne siedzenie Ty.

W bezczuciu ciało otępiałe, niemrawe, leniwe, zniechęcone, zdrętwiałe, nic mu się nie chce. Zmuszamy siłą woli, a ono takie oporne, pijemy kawę, poruszamy energię wymuszonym ruchem, niewolniczą mobilizacją. Wymuszamy na ciele….żeby żyło. A przecież właśnie cały czas sami je zabijamy.

Nie ma dla mnie nic gorszego niż bezczucie.

Bezczucie znaczy, że porzuciłam siebie i żyję życiem nieswoim, dostosowanym, podporządkowanym swoim lękom i brakom,  plastikowym, płaskim i płytkim.

Zdarza się tak, że przez całe życie idziemy z bezczuciem. Całe życie jw. Zdarza się, że fragmenty naszego życia są otumanione bezczuciem,

…bo żeby zachować tą konkretną relację muszę oddzielić się od siebie, udawać w jakiejś części albo całości,

…bo żeby zachować tą konkretną pracę muszę oddzielić się od siebie, udawać w jakiejś części albo całości,

…bo żeby być akceptowaną w tym konkretnym towarzystwie muszę oddzielić się od siebie, udawać w jakiejś części albo całości,

…bo żeby spełnić tą konkretną rolę społeczną muszę oddzielić się od siebie, udawać w jakiejś części albo całości,

bo…….

Przez chwilę pojawi się złość, wściekłość, a potem już tylko rezygnacja…..bezczucie.

A może….

…nie warto zachowywać relacji, w której nie mogę bez lęku żyć w połączniu ze sobą?

…nie warto naginać się w tej konkretnej pracy, kiedy tyle możliwości, i pewnie wiele w zgodzie…?

…nie warto być w towarzystwie, które nie jest w stanie objąć nas takimi jakimi jesteśmy?

…nie warto wypełniać ról społecznych w standardach innych ludzi, a może te role nie są w ogóle nasze?

Na brzegu rzeki życia usiadłam i zobaczyłam, że bezczucie zawsze kiedy wyrzekam się siebie….

Topniejąca więź między mną, a mną….bezczucie.

Zakopana więź między mną, a mną…bezczucie.

I teraz kiedy czuję, że bezczucie, to siadam i przyglądam się tej bezczującej części, tej dziewczynce lat 5 z kręconymi włoskami. Wtedy kiedy czuję bezczucie patrzę na autystyczną dziewczynkę lat 5 z kręconymi włoskami, zamkniętą w swoim świecie, do którego nie mam dostępu. Siedzę, patrzę, daję jej poczuć, że jestem z nią, jestem dla niej. Czasem dłużej, czasem krócej, pojawia się przelotne spojrzenie, delikatna więź, coś wysłane od niej do mnie, delikatne jak wietrzyk. I siedzę dalej..i dalej, aż więź nawiąże się ponownie. Delikatna więź, bo dziewczynka szybko ucieka w swój świat…odcięcia. Ta delikatna więź budzi moje ciało, które porusza się do życia…właśnie wtedy, w tym samym momencie kiedy ta mała dziewczynka rzuca w moim kierunku krótkie, ulotne spojrzenie. Dłuższe spojrzenie-ciało zaczyna pulsować. Uśmiech-ciało zaczyna się samo do siebie uśmiechać. Gest zapraszający do bycia razem-ciało wypełnione życiem, ciało któremu się chce, ciało które chce i żyje.

Ile razy będę jeszcze musiała tak usiąść, żeby została ze mną na dłużej?

Ile razy będę jeszcze musiała tak usiąść, żeby została ze mną na zawsze?

Nie wiem.

Będę siedzieć ile będzie trzeba.

 

bezczuciecoachingterapiawarsztaty
0 komentarz
0
Email
Katarzyna J Małysz

poprzedni post
BEZKOMPROMISOWO W ZGODZIE ZE SOBĄ
następny post
FRAGMENTY ŻYCIA

You may also like

OCZY, PATRZENIE, WZROK….

30 marca 2026

Od ciała w stresie do „MY”

27 stycznia 2026

Za dużo słów, zderzające się słowa. Za dużo...

13 grudnia 2025

Mikronapięcia, których nawet nie zauważasz

10 grudnia 2025

Nerw błędny – wbudowany mechanizm powrotu do spokoju...

25 listopada 2025

Nerw błędny-wbudowany mechanizm powrotu do spokoju

18 listopada 2025

Małe ja, DUŻE JA czyli Kim jak właściwie...

12 listopada 2025

Ta chwila jest jedynym czasem, jaki jest

6 listopada 2025

Wybaczanie a ciało

4 listopada 2025

Wybaczenie to nie zapomnienie, lecz uwolnienie siebie i...

4 listopada 2025

Leave a Comment Cancel Reply

Save my name, email, and website in this browser for the next time I comment.

O mnie

O mnie

Nazywam się Katarzyna Małysz. Pracuję jako psycholożka, psychoseksuolożka i terapeutka Somatic Experiencing. Jeśli mnie potrzebujesz.....jestem.

Ostatnie wpisy

  • OCZY, PATRZENIE, WZROK….
  • SAMOTNOŚĆ. Perspektywa somatyczna cz.2
  • SAMOTNOŚĆ. Perspektywa somatyczna cz.1
  • Od ciała w stresie do „MY”
  • Za dużo słów, zderzające się słowa. Za dużo myśli, zderzające się myśli

    • Facebook
    • Linkedin
    • Youtube
    • Email

    @2017 - PenciDesign. All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


    Do góry