Jakiś czas temu zaczęłam odprowadzać dzieci w piżamie, najpierw w górze, a dół dresik, tak żeby jednak nikt nie zauważył. No tak, u mnie poranne zbieranie powolne, zupełni nie jestem gotowa ze sobą, kiedy to moje dzieci już wołane przez Instytucje. Przebierać się, żeby odprowadzić latorośle, dziwne w sumie. Z makijażu zrezygnowałam już lata temu. Ulga. No i tak bez makijażu, w górze piżamy trwałam sobie.
Dziś rano…..pokonałam kolejny krok ku swojej wolności. Udałam się, odwieźć jednego z potworów, w pełnym umundurowaniu sypialnianym: cała piżamka w kratę plus szlafrok (swoją drogą zupełnie nieseksowny, frote czy coś takiego). Na to, ze względu na warunki pogodowe zarzuciłam kurteczkę. Nie chciało mi się jak cholera, ubierać, fatygować, przyozdabiać. Wyglądałam jak wiocha. Tak właśnie wyglądałam. I jakie to było wygodne!
I wszystko fajnie ładne, ale wychodząc uświadomiłam sobie, że wczoraj Panu Mężowi zakupiłam kawę rozpuszczalną, kiedy to chciał parzonkę, więc żeby zadośćuczynić, miałam w planie jeszcze do sklepu podskoczyć. Inną sprawą jest wozić się w piżamie, siedząc w samochodzie i w najgorszym przypadku wynieść zad, żeby dziecku pomóc wysiąść, albo takie tam, a inną iść do sklepu w ubraniu całkiem nocnym. Ale czułam, że spoko. Odwiozłam młodego, zaparkowałam dziarsko pod sklepem i…siedziałam. Chciałam poczuć skąd to wszystko mi idzie, czy z mojej na buncie osadzonej natury, bo bardzo nie lubię słów: powinno się, należy, trzeba. Słowa triggery……, czy z mojej wewnętrznej wolności, i pragnienia po prostu iść po kawę, iść taką jaka jestem.
Wiecie, nigdy nie mogłam się pogodzić z tym, że muszę się w jakiś schemat wpisać. Jak jesteś punkiem, to kolorowe włosy, ta sama muzyka i generalnie, niechluj, jak Metalem to czarne długie badyle na głowie, obcisłe spodnie, opinające mało seksownie jajka u mężczyzn, u kobiet bez jajek. No, tak to dawne czasu, ale przecież teraz też to widzę, i dalej się jakoś zniesmaczam. Jak jesteś kobietą na ścieżce rozwoju duchowego, to długa spódnica, kamienie mocy, ceremonialne kakao i koniecznie słuchanie muzyki gdzie albo w tytule, a w najgorszym wypadku w tzw. body piosenki pojawia się Pachamama. Bez Pachamamy to żaden rozwój w końcu ? I niby takie bardzo w sobie, a takie same…..znowu. Piszę te słowa, i już mnie lęk zanosi za horyzont, bo przecież o swoich piszę ? . No trudno, życie.
Wracając do mojego buntu-niebuntu piżamowego. Siedzę w tym aucie i kurde czuję, że to nie bunt, że to moja wolność, wygoda, że to bardzo moje tak sobie wejść, bez zwracania uwagi na innych, wziąć tą kawę z półki, zapłacić i wyjść. Takie mega w zgodzie ze mną, takie swobodne, łagodne, swoje, bez patrzenia na innych.
Poszłam, idę, i nagle z ciała swoboda zaczyna parować, bo jeden, drugi człowiek, trochę nie da się nie zauważyć, że wyglądam dość osobliwie, no nie da się. Idę dzielnie i czuję, jakąś siłę, że spoko, że ja mam wszystkich w dupie, że ja wolna, oni zniewoleni, że ja wyluzowana, oni sztywni. I…no nie dałam się porwać temu mechanizmowi obronnemu, który to chce wmówić sam sobie, że mam gdzieś, co inni o mnie. No nie dałam się. Nie poszłam w to, poczułam co chce przykryć. I kurde….gdzie ta kawa? Gdzie ją Ci złośliwcy schowali….Idę czuję chaos w głowie, bicie serca, drżenie. I moja mgła, która zawisa naokoło mojej głowy, taki mój mechanizm dysocjacyjny. Czuję, jakbym oglądała wszystko zza mlecznej szyby. Mgła nad głową, a raczej naokoło. Lekkie zawroty głowy. Czuję, że stres wysoki, lęk przed oceną. Jestem w tym. Czuję, że łatwiej byłoby wskoczyć w pozę, ale poza to nie ja…brak autentyczności. Wybieram poznać siebie, posłuchać, zamiast iść za znanym i stosowanym schematem, podziękowałam za lata wysługi….wystarczy. Poczuć siebie, poznać prawdziwie, zobaczyć co tam siedzi. Ja. Autentyczna.
I jeszcze takie coś mi się przypałętało. No właśnie….Taka, JA-czuję, że pójść do sklepu w szlafroku to ok, ale zjada mnie potem lęk przed oceną.
A taki np. Pan Mąż. No, on z zadziwieniem zawsze spogląda na takie moje wybryki, bo….no cóż, to nie jedyne takie tam u mnie. Zawsze się dziwi, samemu nie przychodzi mu do głowy, zaprogramowany na wcześniejszym etapie procesu ubraniowego i tego jak się powinno, ale, ale, wiem to na 100%, że jakby już się znalazł w tym sklepie w piżamie. Powiedźmy…dostał chwilowej chmury covidowej i tak sobie poszedł, i jakby już tam był i się zorientował, że sto na środku sklepu w kalesonach i kapciach z pomponem….to….nic by sobie z tego nie zrobił. Myślę, że nawet średniej siły pobudzenie jego układu nerwowego by go nie dosięgnęło. Ciekawe. Każdy w innym punkcie ma swoje zawężenie, ściśnięcie, u każdego na innym etapie zamach na jego wolność i suwerenność. Praca indywidualna.
