Tak, tak chaos, to coś poniekąd wpisanego w okres macierzyństwa i moje dotychczasowe doświadczenie
pokazuje, że osiągnięcie spokoju w tym okresie jest raczej wyzwaniem, ponieważ ścierają się interesy wielu
stron. Nie da się powiedzieć: „ok, jak tak, to ja podwijam kiecę i lecę”, „Good bye, see you some day,
somewhere”, „Spadaj na drzewo” czy „Hasta la vista, babe”
Jest to okres szczególnie trudny, ponieważ w pewnym sensie oczekuje się spokoju, zrównoważonego
zachowania, statecznego podejścia i sami od siebie też tego oczekujemy, a jednocześnie dzieci wprowadzają
ogromną dawkę chaosu w życie dnia codziennego, postronne osoby zasypują nas radami, sugestiami,
uwagami krytycznymi tak różnymi, że same nie wiemy co wybrać, a że czasu tak mało, to przestajemy
słuchać samych siebie i gęsim pędem podążamy za tym co inni podrzucą, jednocześnie coraz bardziej
zapominając o słuchaniu siebie. Nierzadko też pojawiają się znaczne różnice w podejściu do wychowania
między rodzicami, -8h które trzeba poświęcić na pracę, a gdzie tutaj jeszcze znaleźć czas dla siebie, swoje
aktywności i myśli?
Wszyscy naokoło czegoś chcą i my też chcemy, dzieci chcą czegoś od nas i my chcemy czegoś od dzieci,
mąż chce czegoś od dzieci, my chcemy czegoś od męża, mąż chce czegoś od nas, teściowe (przypomnienie
autora: definicja teściowej-zbiorowy podmiot wszystkowiedzący składający się z najróżniejszych kobiet, które
zawsze wiedzą jak można i trzeba lepiej) chcą czegoś, komentują, krytykują, człowiek czuje się pod ciągłym
ostrzałem, no i chcemy też czegoś dla siebie, pragniemy odkrywać, być aktywne, chcemy trochę świętego
spokoju, chcemy móc spędzić czas z dziećmi, ale też chciałybyśmy, żeby ktoś inny to zrobił. W
takim zamieszaniu odnaleźć swój wewnętrzy spokój i zapanować nad ogólnym chaosem to naprawdę bardzo
ciężka sprawa.
No więc co zrobić, żeby żyć lepiej a nie gorzej? Czuć się wolnym a nie spętanym i przytłoczonym rutyną
dnia codziennego? Być szczęśliwym a nie gnać do przodu i odbębniać każdy kolejny dzień? Rozwijać się a
nie zwijać?
